Clary wciąż stała opierając się o ścianę, nie dowierzała w to co przed chwila się stało, oszołomiona stała i mówiła do siebie "Ok to musi być jakiś sen po prostu dziewczyno oglądasz zbyt dużo komedii romantycznych, zaraz się obudzisz i wszystko będzie jak dawniej 0 tajemniczego przystojniaka który cię całuje, i to TAK całuje" nagle usłyszała nawoływanie Saimona
- Clary, Clary gdzie jesteś?
- No i rzeczywistość wróciła - powiedziała do siebie zmierzając w kierunku wyjścia z klasy przed którą stał Saimon poszukujący ją wzrokiem po korytarzu już pełnym ucznii.
- Tu jestem - powiedziała Clary wychodząc z pustej klasy i zaskakując Saimona który drygną gdy nagle usłyszał ją za swoimi plecami.
- Boże Clary ale mnie nastraszyłaś - słysząc te słowa Clary zachichotała - A tak swoją drogą to co robiłaś w pustej klasie?
- A nic zostawiłam tam książki - skłamała dziewczyna
- Acha, ok to teraz matma - powiedział podejrzliwie patrząc na przyjaciółkę, jego uwadze nie umknęły też rumieńce które pojawiły się nagle na jej twarzy i nieobecny wzrok.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Hmmmm - mruknęła - tak jest okey.
Zgarnęła w roztargnieniu niesforne kosmetyki rudych włosów za ucho i ruszyła przodem nie czekając na przyjaciela.
Lekcja ciągnęła się w nieskończoność. Clary nigdy nie lubiła matmy, tym razem jednak nie potrafiła się nawet skupić. Zamiast tego bazgrała coś na zeszycie, a myślami była gdzie indziej.
Ciągle przed oczami miała niebieskie teńczówki chłopaka.
W końcu zadzwonił upragniony dzwonek.
Clary szybkim krokiem opuściła pomieszczenie. Na szczęście, była to jej ostatnia lekcja.
Nie pamięta jak znalazła się na dworze.
Ani jak i kiedy znalazła się przed swoim domem.
***
Gdy po spotkaniu z Clary, Alec wrócił do instytutu, siadł w swoim pokoju i zaczął rozmyślać o ich pocałunku nie miał pojęcia czemu to zrobił czemu ją pocałował?, przecież to nawet do niego nie podobne, ona nawet nie jest w jego guście a jednak coś go urzekło w tej dziewczynie może to że nie jest zwykłą przyziemną bo mimo runy go widziała, wiec kim ona jest ? - zadawał sobie pytanie nawet nie zaówarzył kiedy do pokoju weszła Isabel.
- Alec gdzie się podziewałeś zapomniałeś o treningu, znów musiałam za ciebie świecić oczami przed naszą matką - krzykneła zdenerwowana Izabel
- Tak, tak zaraz przyjdę - odburkną Alec
- Zapóźno już po fakcie
- Powiedziałem że zaraz przyjdę - powiedział chłopak podniesionym głosem
- Ziemia do Aleca znowu wogule mnie nie słuchasz co się z tobą dzieje. - krzyczała zdenerwowana Iz
- Nie twoja sprawa daj mi spokój Iz - mrukną na co jego siostra odwróciła się napięcie i wyszła z sypialni brata mamrocząc coś pod nosem. Izabel i Alec byli rodzeństwem idealnym takim które bardzo rzadko się kuciło, jedno drugiego znało na wylot dlatego też Izabel czuła że coś jest nie tak lecz postanowiła dać bratu czas, w końcu sam jej powie, a jak nie jej to Jace'mu.
***
Wchodząc do domu Clary przywitała się z mamą po czym biegiem ruszyła do swojego pokoju i zaczęła robić wpis do swojego pamiętnika
Drogi pamiętniku dziś znów spotkałam tego tajemniczego nieznajomego przez krotka chwile rozmawialiśmy choć i tak nie mam pojęcia już o czym pamiętam tylko że ma na imię Alex choć nie jestem tego pewna bo gdy się przedstawiał ja myślami byłam w niebie Boże jak on świetnie całuje.
Po skończonym wpisie Clary odłożyła pamiętnik na miejsce i spojrzała przez okno. W myślach odtwarzała scenę pocałunku od nowa i od nowa.
Nie zauważyła kiedy do pokoju weszła mama.
Joclyn, była kobieta o upiętych wysoko płomienno rudych włosach, takich samych jak u córki. Kobieta stanęła za nią i położyła rękę na ramieniu.
- Nie zjadłaś obiadu. Wszystko w porządku?
- Tak, tylko jestem trochę rozkojarzona, a teraz wybacz mamo ale mam lekcje do odrobienia- powiedziała Clary podchodząc do plecaka z którego wyciągneła zeszyt do matematyki na którym wcześniej bazgrała coś od niechcenia.
Kiedy Joclyn spojrzała na zeszyt jej mina stężała.
- Clary nie planuj dziś nic na wieczór, bo wychodzimy razem. - powiedziała jej mama, próbując ukryć niepokój.
Córka spojrzała na nią zaskoczona i zmarszczyła brwi.
- Dobrze a powiesz mi, gdzie idziemy? - zapytała zdziwiona
- Do mojego przyjaciela - odpowiedziała kobieta szybko.
Wieczorem:
- No już - ponagliła kobieta córke która niezbyt miała ochote na wyjście z matką.
Nieco zdziwiona dziewczyna posłusznie ruszyła za matką do korytarza. Gdy obie się ubrały, Joclyn ruszyła tak szybko, że córka nie mogła nadążyć kroku.
Po dłuższej chwili, stanęły przed masywnymi drzwiami.
***
Był już późny wieczór gdy w instytucie rozbrzmiał alarm informujący o aktywności demonów
- Gdzie nastąpiła aktywność? - zapytał Alec wchodząc do sali głównej
- Na Bruclynie - odpowiedział mu Jace
- Więc na co czekamy, idziemy - rzucił żywo Alec ruszając w stronę zbrojowni.
- No nareszcie, wrócił mój brat - powiedziała Iz ruszając za bratem. Słysząc to Alec zatrzymał się i westchną ciężko, odwrócił się i zaczął tłumaczyć się siostrze
- Słuchaj Iz przepraszam za to jak wcześniej cie potraktowałem, ale są rzeczy o których nawet tobie nie mogę powiedzieć, uwierz mi że na razie im mniej wiesz tym lepiej.
- Jak chcesz Alec nie musisz mi nic mówić, ale jeśli to coś co nam zagraża musisz powiedzieć Jace'mu jest przecież twoim parabatai jeśli jeden z was cierpi drugi również pamiętaj o tym.
- Czyżbym o czymś nie wiedział - odezwał się Jace który zdąrzył usłyszeć część rozmowy.
- Nie wiem zapytaj Aleca - odezwała się Iz po czym zabierając swój bat ruszyła w strone wyjścia z Instytutu. Jace zaś tylko spojrzał na Aleca i mówiąc - to póżniej mamy do pogadania - ruszył za Izabel a za nimi Alec.
C.D.N.
*****
Wielkie podziękowania dla Wolfs-lover za pomoc przy rozdziale.
Świetnie, jak zawsze :)
OdpowiedzUsuńP.S. przepraszam za nieobecność.
Pozdrawiam,
Wolfslower.